Tak! Kilka lat temu zaczęłam się puszczać!

21.08.2025

Brzmi prowokacyjnie, prawda?

Jeszcze parę lat temu, gdyby ktoś powiedział o mnie „puszcza się”, pewnie spaliłabym się ze wstydu, albo dała w twarz. Bo przecież to słowo od dziecka funkcjonowało jak obelga. Tak nazywało się dziewczyny, które miały czelność lubić seks, eksperymentować albo po prostu… żyć po swojemu. „Puszczanie się” miało ranić, zawstydzać, ustawiać do szeregu.

Aż któregoś dnia pomyślałam: a może ja naprawdę chcę się puszczać?

Nie w rozumieniu „robię coś wbrew sobie” czy „jestem dostępna dla wszystkich”. Wręcz przeciwnie. Moje puszczanie się zaczęło się w momencie, w którym po raz pierwszy naprawdę wybrałam siebie.


Puszczanie się od oczekiwań

Kilka lat temu zaczęłam puszczać to, co cisnęło mnie jak za ciasna sukienka: cudze oczekiwania, komentarze, spojrzenia. Bycie „grzeczną dziewczynką”, która mówi „tak” wtedy, kiedy cała w środku krzyczy „nie”. Zaczęłam puszczać potrzebę tłumaczenia się, przepraszania za swoje decyzje, swoje ciało, swoje pragnienia.

Bo ile razy słyszałam, że „tak nie wypada”? Że „kobieta powinna…”, że „matka nie może…”, że „w twoim wieku to już…”. Kiedy przestałam w to wierzyć i zaczęłam puszczać ten bagaż, poczułam coś, co wcześniej było dla mnie abstrakcją: lekkość.


Puszczanie się do granic

Paradoksalnie, im bardziej się puszczałam, tym lepiej stawiałam granice.

Brzmi jak oksymoron, a jednak! Bo puszczanie się w moim rozumieniu to nie bycie bezwolną, tylko odwrotnie – to umiejętność decydowania, co jest dla mnie dobre, a co absolutnie nie. To odwaga, żeby powiedzieć „tak” z radością, ale też „nie” bez poczucia winy.

I nagle odkryłam, że moje ciało i moje decyzje naprawdę należą do mnie. Nie do drugiej osoby, nie do rodziny, nie do opinii publicznej.


Puszczanie się do przyjemności

Przez lata słyszałam, że przyjemność to coś, na co trzeba sobie zasłużyć: dietą, pracą, byciem „wystarczającą”. Że seks to temat wstydliwy, a orgazm to dodatek, którym kobieta powinna się cieszyć jak prezentem, a nie czymś, co jej się należy.

Kiedy zaczęłam się puszczać – wpuściłam do swojego życia przyjemność. Tak po prostu, bez negocjacji. Seksualną, cielesną, emocjonalną. Dałam sobie prawo do masturbacji, gadżetów erotycznych, flirtu, rozmów o seksie bez spuszczania wzroku. Ale też do codziennych drobnych przyjemności: kąpieli z książką, drzemki w środku dnia, odpuszczania rzeczy, które robiłam tylko „bo wypada”.


Puszczanie się jako wybór siebie

Dziś, gdy mówię: „puszczam się”, mam na myśli coś zupełnie innego niż to, co wdrukowano mi w młodości. To mój prywatny manifest wolności.

Bo puszczanie się to:

  • puszczanie cudzych narracji, które mnie nie karmią,
  • puszczanie perfekcjonizmu, który odbierał radość,
  • puszczanie wstydu, który odcinał mnie od własnej seksualności.

I wiecie co? Dzięki temu łatwiej mi trzymać się samej siebie.


Dlaczego o tym piszę?

Bo wierzę, że każde z nas potrzebuje czasem powiedzieć: „puszczam się” – w tym nowym, przewrotnym znaczeniu. Żeby poczuć, że naprawdę możemy wybierać siebie. Że nie musimy być niewolnikami cudzego spojrzenia. Że mamy prawo do przyjemności, do wolności i do bycia dokładnie takimi, jakimi jesteśmy.

Więc tak, kilka lat temu zaczęłam się puszczać. I nie zamierzam przestawać.

I właśnie dlatego tak ważna jest dla mnie akcja #puszczamsię, która towarzyszy książce Natalii Dziadury „Od stycznia będę się puszczać”. Kiedy dostałam propozycję objęcia jej patronatem, nie miałam wątpliwości – to nie jest tylko książka o seksie, to jest książka o wolności. O tym, żeby oddać kobietom (i nie tylko kobietom!) słowo, które przez lata odbierało im głos. O tym, żeby wstyd zamienić w siłę, a poczucie winy w prawo do decydowania o sobie.

Ta akcja ma jeden, prosty, ale rewolucyjny cel: odczarować „puszczanie się” i pokazać, że to, co przez lata miało być obelgą, może stać się symbolem odwagi, bliskości ze sobą i wyboru własnej drogi.

Dla mnie ten patronat to nie jest tylko wsparcie książki. To jest wsparcie całego ruchu – setek kobiet, które codziennie uczą się wybierać siebie, mówić o swoich granicach i nie przepraszać za własne pragnienia.

#O Niej #Bezpieczeństwo #Przyjemność #Relacje #Samoakceptacja #Seks #Zdrowie